Fotografowanie na mrozie
autor: Marek Lewandowski, www.stud.uni-karlsruhe.de/~uyh0, 19.12.2004
tekst pojawił się na grupie dyskusyjnej pl.rec.foto.cyfrowa
Ponieważ temat zaczyna się pojawiać regularnie, to ja tu napiszę co względem fotografowania na mrozie sądzę sam, Wy dopiszcie uzupełnienia/korekty/ komentarze, a potem po prostu linkujmy :D

W instrukcji piszą...

Elektronika użytkowa ma _gwarantowany_ zakres temperatur pracy od 0 do 40-70 stopni Celsjusza. Wychodzenie na mróz nie jest przewidywane, ale możliwe.

W czym zimno szkodzi ?

Gęstnieją smary, mechanika porusza się z większymi oporami. Aparaty-podróbki z najtańszego sektora podlegają największemu ryzyku, bo oszczędzano w nich na wszystkim, nawet na plastiku zębatek. Normalny sprzęt zazwyczaj po prostu działa wolniej i więcej prądu żre, poza tym nie szkodzi mu to.

Ekrany ciekłokrystaliczne nabierają dużej bezwładności i spada im kontrast. Irytujące przy kadrowaniu, ale nie jest to trwałe i wraca do porządku po ogrzaniu w domu. Uwaga! nie chuchać i dmuchać, bo nie pomoże.

Plastik jest kruchy w niskich temperaturach. Obchodzić się ostrożnie z klapkami baterii/kart unikać otwierania takich szarych gumowatych klapek-zaślepek w jakich lubuje się np. SONY, bo zamiast być sprężyste bywają plastyczne.

Gdy z "zimnego" wnieść aparat do ciepłego, względnie wilgotnego wnętrza, na wszystkich zimnych elementach _o_dużej_pojemności_cieplnej_ skropli się woda. Czyli: na szkle, metalowych elementach konstrukcji, w lustrzankach na lustrze, MIGAWCE, szkle MATRYCY, w cięższych przypadkach na elementach elektroniki.

Ekstra ekwipunek

Należy przygotować sobie:

Grubą torbę foliową sporych rozmiarów (tak, żeby aparat wszedł), idealnie z takim suwakowym, szczelnym zamknięciem.

Pochłaniacz wilgoci (silica gel) - do dostania w fotograficznym za parę groszy. Ewentualnie doraźnie woreczek ryżu. Pakujemy do torby i zamykamy to do kupy wycisnąwszy wcześniej powietrze coby mniej miejsca zajmowało.

Dobre rękawiczki. Takie, żeby było ciepło, ale żeby dało się aparat trzymać. Może to śmiesznie brzmi, ale warto przypilnować, bo może się okazać, że z tych ulubionych aparat po prostu się wyślizguje, albo że nie da się bez ich zdejmowania nacisnąć przycisku "on"...

Opakowanie na accu. Do dedykowanych zapewne leży gdzieś w pudle po aparacie taki dekielek na styki, do AA trzeba cuś samemu zgadnąć.

Dobre rady Wujka Czesia...

Aparatu na dworze nie pakować pod kurtkę. To znaczy, można go wsadzić w domu za pazuchę, dojść/dojechać na miejsce fotografowania, wyjąć, ale już nie pchać więcej z powrotem. Pod kurtką jest, jasne, ciepło, no i jak cholera wilgotno. Kondensacja murowana, im większy i bardziej skomplikowany aparat tym większa szansa, że go szlag trafi.

Aparatu, który chowa swój obiektyw, nie należy bez potrzeby wyłączać. Mechanika ma trudną pracę na mrozie, po co dokładać jej roboty.

Żadnego aparatu nie wyłączać, jeśli nie trzeba. Elektronika się zawsze trochę grzeje, więc póki aparat chodzi, wewnątrz nie panuje tak ostateczne zimno. Jest to ważne zwłaszcza dla kondensatorów elektrolitycznych w obwodach zasilania aparatu - są najwrażliwsze na mróz (z elektroniki).

Przy niezbyt długich przerwach w fotografowaniu po wyłączeniu aparatu wyjąć accu i wsadzić za pazuchę. Zwłaszcza tanie akumulatory tracą bardzo dużo na pojemności w niskich temperaturach.

W momencie powrotu do domu...

...albo długiej przerwy w fotografowaniu, wyjąć z aparatu accu, kartę (to jak wracamy do domu tylko, nie dotyczy MicroDrive!), wsadzić aparat do rzeczonego worka foliowego, zamknąć i za pazuchę. Worek nie pozwala przeniknąć wilgotnemu powietrzu, a aparat może się powoli ogrzać. Pochłaniacz wilgoci ma za zadanie wyłapać co tam się jednak dostanie.
Aparat zostawić tak na co najmniej godzinę, chyba, że znowu lądujemy na mroźnym dworzu.

Accu nie ładować wcześniej, niż po pół godzinie trzymania w cieple.

_ _ _
20.12.2004, 02:00

Sugerowany suplement do "o fotografowaniu na mrozie"
- czyli jak już nie boimy się o aparat, to jak zrobić, aby coś wyszło :)

O czym ja gadam? Ano...

...o pomiarze światła i automacie :D

Śnieg ma tę wredną cechę, że dobrze odbija światło. Ludzie przy nim to czarne dziury i jako takie wyjdą na zdjęciach, jeśli temu jakoś nie zaradzić.

mechanizm powstawania problemu (dla wnikliwych):

Światłomierz w aparacie dostaje do pomiaru światło odbite od fotografowanej sceny. Na tej podstawie musi wywnioskować o intensywności padającego na scenę światła. W większości przypadków przeliczenie opiera się na założeniu, że średnia, przeciętna scena odbija około 13-18% padającego światła. Czyli mierzymy, ile się odbiło, dzielimy przez 0.15 i mamy...

x * 0.18 / 0.18 = x...

Problem taki drobny, że śnieg w sposób wredny odbija nie 15, czy 20%, a prawie 100%. Aparat nie jest na tyle inteligentnym zwierzem, żeby wiedzieć, co się święci, więc liczy dalej... tylko, że...

x * 0.9 / 0.18 = 5x ooops... rypnęliśmy się 5x, czyli o lg2(5) = 2 1/3EV.

Jak sobie poradzić, żeby jednak było dobrze ?

Aparaty 100% małpowate

Zazwyczaj dostępny jest program BEACH/SNOW. Włączyć, powinno załatwić sprawę. Jeśli dostępny tryb jest oznaczony tylko "plaża" tez włączyć, ten sam problem, ten sam mechanizm...

aparaty z możliwością ręcznej ingerencji...

Ustawić EV na plus. Plus ile? Zależy. Naśnieżony stok w pełnym słońcu to i +2EV. Landszaft trochę lasu, dużo śniegu, wioska w tle - tak +1 do +1.5EV.
Eksperymentować trzeba, bo co aparat, to inaczej mierzy. Wartości podaję z palca, bo cyfraki kompaktowe i tak kantują na parametrach a pomiar przeważnie jest na sztywno matrycowy i zgaduj-zgadula, jak on naprawdę światło mierzy.

Co większe kobyły user-friendly - w sumie j.w.

EV na plus. Dobry pomysł to wykorzystać spota i mierzyć na fotografowane twarze i je ew. lekko niedoświetlać. Można mierzyć spotem na śnieg i blokować ekspozycję na +2EV.
Zależy, gdzie matryca zaczyna przepalać...
komentarze
..
..